05.02.2012

w moim sercu... taniec

To temat drugiej części wyzwania "Miłosna książeczka", które przygotowały projektantki z Craft Artwork.
Do swojej interpretacji tego tematu wybrałam obraz: 
"Ulotność" autora: Renata Brzozowska.

W głębi sceny pojawia się korpulentna kobieta i przy dźwiękach gitar zbliża się do widowni. Unosi rękę nad głowę i mocno uderza stopą o ziemię, po czym nagłym ruchem opuszcza rękę i wbija w nas wyzywające spojrzenie. Muzyka milknie i wszyscy zamierają w ciszy.
Jej siła promieniuje na cały placyk. Oddycha ciężko, jej nogi zdają się wrastać w ziemię, nieruchomieje z wysuniętym podbródkiem, błyszczącymi oczami i wyrazem bólu na twarzy. Spojrzenia całej widowni skupiają się na niej, gdy tak stoi bez ruchu, lekko pochylona do przodu z odrzuconą do tyłu głową i czarnymi włosami, spływającymi swobodnie na ciemnożółtą sukienkę. Z opuszczonymi rękami rozczapierza palce, jakby wchłaniała niewidzialną energię. Przez chwilę myślę, że więcej się nie poruszy, że nie będzie nawet musiała się ruszać, tak silny jest urok, jaki na nas rzuciła. Ale potem powoli opuszcza głowę.
Skądś zaczyna dobiegać dźwięk, głęboki i niski: ludzki głos dźwięczący złożonymi harmoniami, zamkniętymi w jednej nucie. Domyślam się, że dochodzi ze sceny, ale pieśń – jeśli to pieśń – płynie zewsząd i niczym woda, bez wysiłku wypełnia przestrzeń wokół nas. Wstrząsa mną, tak jakby śpiąca od dawna, pierwotna i niespokojna część mojej jaźni została zmuszona do czuwania wbrew swojej woli. Nigdy dotąd nie odczuwałem niczego takiego i próbuję zrozumieć, w jaki sposób zaczynają odzywać się nieprzeżywane wcześniej albo zapomniane emocje, uwolnione przez tę muzykę. Nie odrywając od kobiety nieruchomych oczu, patrzę, jak podnosi głowę, z na pół otwartymi ustami i uświadamiam sobie, że ten dźwięk wychodzi z niej.
Śpiewa. Nie ma jednak słodkiego głosu, nie śpiewa przyjemnej melodii, nie jest to żaden rozpoznawalny motyw. To raczej płacz albo krzyk. Tuż za nią gitarzysta zaczyna uderzać krótko i szybko w struny, a jego palce układają się w dziwne, orientalnie brzmiące akordy. Głos kobiety brzmi jak wezwanie muezina do modlitwy.
Muzyka wciąga mnie, jakby znikły wszelkie bariery między mną a rytmem. Gruba kobieta na scenie śpiewa i tańczy, niemal się nie poruszając, ale ja czuję, że wstępuje w środek czegoś i pociąga mnie za sobą. Dreszcz, podobny do marszczącej się tafli jeziora, podchodzi aż do moich oczu. Zaczynają wypełniać się łzami, podczas gdy krzyk z jej ust znajduje echo w moim wnętrzu i karze mi krzyczeć razem z nią. Włoski na mojej skórze jeżą się, krew odpływa do stóp. Wrosłem w ziemię, zawieszony między emocjami, jakie ten śpiew ze mnie wyrywa, a wstydem, że coś takiego czuję.
Pieśń płynie i zaczynam sobie zdawać sprawę, że inni widzowie doświadczają tego samego. Domyślam się tego z wyrazu ich twarzy, czytam w ich spojrzeniach, i czuję, że to ogarnia nas wszystkich błyskawicznie niczym trans. Gdy śpiew kobiety odbija się echem w naszych sercach, podnoszą się okrzyki: ole, arsa, eso es. Niektórzy mruczą pod nosem, inni krzyczą, na ich szyjach pulsują nabrzmiałe żyły. Kobieta wypełnia nas i wieczorne powietrze poczuciem innej przestrzeni.
Pieśń się kończy i widownia wybucha ekstatycznym aplauzem. Jest w tym emocjonalne wyładowanie, największe, jakie można sobie wyobrazić. Pedro pochyla się w moja stronę.
-         Czułeś to? – pyta.

duende. w poszukiwaniu flamenco
Jason Webster
 

Duende... Tajemnicza siła, którą odczuwają wszyscy, ale nie wyjaśnił jej dotąd żaden filozof.
Goethe
ORYGINALNY POST NA BLOGU TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...